Wakacje to sezon ogórkowy dla wielu branż związanych z szeroko pojętą popkulturą. Na growym poletku latem raczej nikt nie oczekuje obfitych plonów – jedyne quasi-premiery, których możemy się spodziewać, to odświeżone wersje starszych tytułów oraz tak zwane porty na inne platformy (np. świetna gra This War of Mine, o której pisałem tutaj, pod koniec lipca ukaże się w wersji na Androida i iOS). Posucha na rynku wynika z wielu czynników, a najistotniejszym z nich wydaje się być to, że jest nam ona po prostu potrzebna – to czas na złapanie oddechu, odpoczęcie od ekranu komputera/telewizora lub ewentualnie narobienie zaległości. Oczywistą oczywistością dla firm zajmujących się produkcją i dystrybucją gier jest fakt, że silly season to doskonała okazja do organizowania różnorakich wyprzedaży. Wiele osób pyta mnie, czy planuję nabyć jakieś konkretne tytuły podczas zbliżającego się wielkimi krokami Steam Summer Sale. Szczerze, to nie mam pojęcia czy kupię cokolwiek, bo niebawem zamierzam zostać posiadaczem konsoli (co nie znaczy, że piecyk pójdzie w odstawkę) plus sporo gier, które mnie interesują, nabywam w okolicy premiery – nie jestem w stanie doczekać się ich obniżek i lubię być na bieżąco. Last but not least, różnorakie (nie tylko) growe promocje śledzę przez cały rok, więc ciężej znaleźć mi okazję, która jawiłaby mi się jako propozycja nie do odrzucenia.

  • jeśli polujesz na jakiś konkretny tytuł, ale jednocześnie masz wątpliwości, czy warto go nabyć akurat teraz, to powinna zainteresować Cię dalsza część tej notki
  • przedstawię doświadczenia związane z kupowaniem zarówno produkcji niezależnych jak i tzw. AAA
  • podzielę się moimi domysłami dotyczącymi przyszłości growego rynku

Kupowanie „na zapas” to najczęstszy sposób marnowania pieniędzy

Najważniejszym wskaźnikiem, który należy wziąć pod uwagę przy zakupie danego tytułu w czasie trwania jakiejś promocji, powinna być odpowiedź na pytanie: czy zamierzasz grać w tę produkcję w ciągu najbliższego miesiąca? Wielokrotnie przepłaciłem za dany tytuł, bo wydawało mi się, że obniżka rzędu 75% to dobry deal. Byłby super, gdybym tuż po zakupie spędził z nim chociaż kilka godzin. Często okazywało się, że nie zdążyłem uruchomić produktu, za który zapłaciłem np. 5 euro, a w ciągu kolejnych 3 miesięcy zdążył on stanieć do połowy tej kwoty.

Choć może wydawać się, że opisywana przeze mnie zasada dotyczy wyłącznie gier wydawanych na PC oraz urządzenia mobilne (głównie na Android/iOS), to w moim przekonaniu to „prawidło” zacznie funkcjonować już wkrótce również w odniesieniu do pozycji konsolowych. Główną przesłanką, która skłania mnie do stawienia takiej prognozy, jest ukazanie się tzw. bundle’a z grami na konsolę Nintendo. Poniżej załączam zrzut ekranu z pakietową promocją, która ze względu na blokadę regionalną (ang. region lock) nie jest niestety dostępna dla graczy z kraju nad Wisłą (mimo że oferta kierowana jest w głównej mierze do bogatszych niż Polska społeczeństw, to ja chętnie skorzystałbym z tej promocji).

Choć w okazyjnych paczkach z grami zwykle znajdują się wyłącznie produkcje na PC, to według mnie wkrótce na rynku coraz częściej zaczną pojawiać się relatywnie tanie pakiety z grami na konsole.
Choć w okazyjnych paczkach z grami zwykle znajdują się wyłącznie produkcje na PC, to według mnie wkrótce na rynku coraz częściej zaczną pojawiać się relatywnie tanie pakiety z grami na konsole.

Być może moja intuicja skalana jest myśleniem życzeniowym (i kilkoma innymi błędami poznawczymi), niemniej nie wydaje mi się możliwe, żeby rynek gier na konsole obecnej generacji nie wykorzystał możliwości zarabiania poprzez pakietową sprzedaż gier (starszych AAA + tytułów niezależnych). Jeśli więc ktoś nakupował na zapas gier np. na PS4, XBONE lub WiU, to już wkrótce może okazać się, że pieniądze zostały niekorzystnie rozdysponowane. Niekoniecznie dane tytuły muszą zostać „zbundlowane”, bo jest jeszcze szansa, że trafią jako „gratisy” dla abonentów szalenie popularnych dziś subskrypcji (PS Plus, Xbox Live Gold).

Nawiasem, jakiś czas temu napisałem wpis o tym, że sterta gier zakupionych na zapas może zrodzić u graczy problem o podłożu psychologicznym. Jeśli nie czytałaś/czytałeś tej notki, a masz ochotę, to znajdziesz ją pod tym linkiem.

Warto pomyśleć o kryterium shoppingu na głodzie lub z nudów

Analizując swoje growe zakupy zauważyłem, że często nabywałem więcej, gdy miałem kilkudniowe przerwy w graniu, zwłaszcza będąc z dala od stacjonarnych urządzeń umożliwiających elektroniczną rozrywkę (nie przepadam z graniem na kieszonkowych konsolach itp.). Choć możliwość śledzenia różnorakich promocji przy użyciu telefonu lub tabletu początkowo wydawała mi się objawieniem, to dziś zdaję sobie sprawę, że większość nietrafnych zakupów zrobiłem właśnie przez urządzenia mobilne. Oczywiście maszyny pokroju dzisiejszych smartfonów raczej nie bywają winne naszych złych decyzji, jednak umożliwiają nam dostęp do różnych sklepów np. podczas wypatrywania autobusu, gdy ma się wrażenie, że czas zamarzł.

Zwłaszcza podczas wakacji lub w okresie bożonarodzeniowym wiele osób jest w rozjazdach i może odczuwać lekką tęsknotę za graniem. Również znużenie rozmowami ciotek i wujków, o globalnym ociepleniu i hodowli reniferów (czy o czym tam rozmawiają wasi krewni), może sprawić, że zaczniecie fantazjować o innej rozrywce. Dużo łatwiej nabrać wówczas ochoty na konkretną grę, którą w innych okolicznościach przyrody aż tak byśmy się nie zainteresowali.

Najbardziej zadowolony z efektu zakupów jestem po kilkugodzinnym posiedzeniu z wciągającym tytułem – przeważnie nie kupuję wtedy żadnych gier, ewentualnie wybieram produkcje, z którymi później spędzam minimum kilka lub kilkanaście godzin (choć nie zawsze jest to wyznacznikiem jakości produktu). Wiadomo, że niektóre gry wymagają od nas więcej czasu niż inne, jednak warto pamiętać również o tym.

Dużo łatwiej świadomie kupować, gdy dobierze się odpowiednie kryteria. Jasna sprawa, że niektóre gry mogą się nam po prostu nie spodobać. Bywa, że nie pomogą nam ani recenzje, ani rekomendacje znajomych. Nie da się uniknąć ewentualnego rozminięcia się naszych oczekiwań z jakością jakiegoś produktu (wszystko jedno, czy będzie to gra, film, książka czy album muzyczny), jednak warto minimalizować ryzyko.

Jeśli nie grywasz w strategie czasu rzeczywistego, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie spodoba Ci się gra należąca do wspomnianego gatunku, nawet jeśli została ona przeceniona o 90%. Czy jest sens wielokrotnie marnować niskie kwoty na gry, które odstawimy po 15 minutach? Być może tak, bo a nuż okaże się, że jedna ze stu gier RTS przypadnie Ci do gustu, jednak mnie wydaje się, że dużo lepiej zakupić produkt, który ma większe szanse na zakolegowanie się z Twoimi preferencjami.

Jeśli masz możliwość przetestowania jakiegoś tytułu u kogoś znajomego – zrób to (odradzam oglądanie gameplay’ów – gry tworzone są, by w nie grać, a nie oglądać jak ktoś w nie gra). Wspominam o tym dlatego, że bardzo mało osób testuje dziś gry u znajomych, jeśli nie są one produkcjami do kanapowego co-opa, a przynajmniej tak wynika z moich obserwacji.

Waluta, którą lokujesz w jakimś sklepie lub grze ≠ rzeczywista waluta

Wiele osób zapomina lub po prostu nie wie, że pieniężne środki posiadane np. na sławetnym Steamie (lub na battle.net itp.) mają mniejszą wartość od waluty na koncie bankowym. Jest tak przede wszystkim dlatego, że istnieją różne portale firm trzecich, które pozwalają na zarabianie jakichś pieniędzy – niektóre serwisy wydają się uczciwe, inne mniej, ale to temat na odrębny wpis (jeśli chcesz o tym poczytać, odezwij się w komentarzu – jeśli będzie zainteresowanie, to chętnie prześwietlę ten temat na łamach mojego blogu). Ponadto wiele gier ma wszyte systemy mikropłatności (coraz częściej są to również gry inne niż tak zwane F2P), na których zarabiają nie tylko twórcy gier i właściciele platform obsługujących dane produkcje. Zarabiają też gracze… a właściwie garstka graczy, dlatego zdecydowanie odradzam próbować – na jednego zarabiającego przypada pewnie z 10-100k „wykiwanych”, ale oczywiście gros osób myśli, że jest w stanie przechytrzyć innych, a nawet sam system.

Dla przykładu, dodatek do III części Diablo, kilka kopii tej gry dla znajomych i trochę pakietów kart do Hearthstone’a miałem „za darmo”, bo w skuteczny sposób korzystałem z tzw. RMAH (ang. Real Money Auction House) – traktowałem ten dom aukcyjny jako integralną część gry, dobrze się bawiłem i dodatkowo, poniekąd przy okazji, nieco zarobiłem. Znam osoby, które pracując na etacie i/lub studiując, podczas grania potrafiły „dorobić” rocznie kilkanaście tysięcy złotych. Aktualnie podobną możliwość daje choćby niesłychanie popularny Counter-Strike: Global Offensive, o którym wspominam dlatego, że przedwczoraj jeden z moich współzałogantów z podnieceniem w głosie zapytał skąd mam nóż o (aktualnej) wartości 110 euro – nie kosztował mnie on ani złotówki, gdyż korzystnie wymieniłem przypinkę nabytą podczas marcowego IEM-a. Na tyle korzystnie, że kwotę, którą przeznaczyłem na przypinkę mam wciąż w wirtualnym portfelu (po odjęciu 91 steam-euro (nie mylić z euro!), które przeznaczyłem na zakup nożowej skórki w systemie aukcyjnym).

Tak plasowała się mediana ceny sprzedaży jednego z wielu wirtualnych noży z Counter-Strike: Global Offensive.
Tak plasowała się mediana ceny sprzedaży jednego z wielu wirtualnych noży z Counter-Strike: Global Offensive.

Jeśli interesuje Cię samo zjawisko obracania wirtualnymi walutami i chcesz się zabawić, to droga wolna, ale wiedz, że ta rozrywka oparta jest na zdalnie sterowanych systemach ekonomii, które niekiedy zakrawają o hazard bądź są nim w istocie. Wspomnę jeszcze, że zarówno gry (jeśli ktoś jest resellerem) jak i przedmioty z gier, to często tak zwany gorący towar, a urealnienie wirtualnej gotówki jest przeważnie niezgodne z prawem (niepokojące jest to, że serwisy pokroju allegro.pl często mają łamanie „growego” prawa w głębokim poważaniu).

Nigdy nie zamieniałem wirtualnych pieniędzy zdobytych podczas grania na rzeczywistą walutę i jestem przeciwnikiem tego procederu, nigdy też nie ryzykowałem w zabawę realnych kwot wyższych niż koszt przysłowiowych ośmiu zakładów w totka. Jeśli ciekawi Cię, dlaczego kupuję i sprzedaję wirtualne przedmioty, to odpowiedź na to ewentualne pytanie jest bardzo prosta – kieruje mną badawcza dociekliwość i uważam, że niemożliwe jest wysnucie wartościowych wniosków na temat growych mikro-transakcji, bez aktywnego udziału w tym rynku i bez kontaktu z jego społecznością. Ekonomiom gier zacząłem przyglądać się ponad 10 lat temu za sprawą obcowania z Mu Online. Koniec dygresji.

Skrót #SSS oznacza Steam Summer Sale, ale ja nazywam tę wyprzedaż Silly Season Sale

Czynników, które powinniśmy brać pod uwagę, by nie naciąć się podczas spektakularnych wyprzedaży jest co niemiara. Nie sposób wymienić wszystkich iluzji, które należy rozproszyć, by być relatywnie zadowolonym z efektów shoppingu w czasie promocji. Choćby tekst, który właśnie czytasz, może skłonić Cię do nieplanowanych i niezadowalających zakupów, wszak jest on w pewnym sensie cegiełką dołożoną do muru hype’u.

Gdy wiele osób zacznie pytać Cię, czy zamierzasz nabyć coś podczas jakiejś popularnej wyprzedaży (nie tylko growej), to w końcu możesz zacząć wierzyć w sztucznie wykreowaną korzyść leżącą na wyciągnięcie ręki. Kiedy zaś zastanawiasz się nad tym, czy kupić jakiś produkt, bardzo łatwo podłapiesz argumenty „za” i ulegniesz efektowi fałszywej jednomyślności.

Osoby organizujące wyprzedaże przeważnie mają doskonałą wiedzę o psychologii społecznej. By nakłonić Cię do zakupu stosują wyrachowane metody. Jedną z nich może być pokazanie Ci dziesięciu niskich przecen obok jednej nieco większej, którą się zainteresujesz, bo dasz się nabrać na sztuczkę polegająca na grze kontrastu i rozcieńczenia. Nie będę omawiał innych technik manipulacji, bo musiałbym zacząć przepisywać posiadane podręczniki.

W moim przekonaniu większość przecen podczas obecnych wyprzedaży (zwłaszcza tych dużych, jak opisywane w tym tekście Steam Summer Sale) to nic innego niż marketingowa zagrywka. Jeśli nie myślałaś/myślałeś o zakupie jakiejś gry zanim została przeceniona, to najprawdopodobniej nie będziesz zadowolona/zadowolony z zakupu, choć nie chcę wykluczać sytuacji, że podczas wyprzedaży faktycznie trafisz na jakąś perełkę, o której wcześniej nawet nie słyszałaś/słyszałeś.

Wiedz, że kolejne promocje będą wystawiać Cię na coraz trudniejsze próby – przyszłość rynku gier nie będzie polegała na tym, by po prostu sprzedać jakiś tytuł – już dziś widzimy, że chodzi o przyzwyczajenia nas graczy do konkretnych trendów, choćby do tego, by utrzymać nas przy danych tytułach lub seriach. Kiedyś wiele gier potrafiło wciągnąć nas na dziesiątki, jeśli nie setki godzin.

Dziś czas jest dla mnie najbardziej wartościową walutą i przede wszystkim zachęcam do oszczędzania chwil, do wykorzystywania ich jak najlepiej, bo relatywnie tanie gry bardziej nadszarpują nasze klepsydry, a nie portfele.

Kluczem do sukcesu w obronie przed niechcianymi zakupami powinna być umiejętność szybkiego analizowania zastanej sytuacji. Choć nauka rozsądnych zakupów nie jest łatwa, to warto uczyć się na czyichś błędach – jeśli znasz osoby, które kupują dużo (np. mnie :D) – możesz zapytać je, czy dana oferta jest korzystna. Możesz też skorzystać z różnych narzędzi, które pokażą Ci historię cen danej produkcji. Przy porównywaniu ofert na platformie Steam możesz skorzystać na przykład z bardzo przydatnej przeglądarkowej wtyczki Enhanced Steam.


Mam nadzieję, że przygotowana przeze mnie treść będzie dla Ciebie w jakiś sposób przydatna. Jeśli masz jakieś konkretne pytania dotyczące growych promocji, to zadaj je poniżej – chętnie spróbuję odpowiedzieć.

  • Sebas

    W sumie teraz zależałoby mi tylko na brakujących dodatkach do Europki. Wiem jednak, że one zostały już przecenione i nie są to ceny dla mnie korzystne. Więc nie – teraz nic nie kupię. Pewnie w końcu przejdę sobie na spokojnie Dishonored. Inna sprawa, że na czas wyprzedaży komputer pewnie pójdzie na tzw. upgrade. 🙂

    • Za każdym razem, gdy udaje mi się oprzeć pokusie zakupu, czuję się fajnie, nawet jeśli później przez rok nie widzę danej gry w niższej cenie. Zdecydowanie popieram upgrade zamiast kupowania gier na letnich wyprzedażach, zwłaszcza że masz jeszcze coś dobrego do ogrania. 😉