Wartość gier w mojej cyfrowej bibliotece niedawno przekroczyła 8.000€ i mam nadzieję, że jakoś raptownie nie stanieją, bo skurczenie się mojego e-Penisa mogłoby zbić mnie z pantałyku, wyprowadzić z równowagi itd. Ostatnimi czasy bawi mnie “dyskurs” wytworzony zwłaszcza przez łowców growych promocji, który został dodatkowo podsycony badaniami dotyczącymi (nie)grania w zakupione produkcje. Ową analizę przeprowadził serwis Ars Technica, po szczegóły odsyłam do źródła. Zgodnie z badaniem prawie 37% zakupionych i przypisanych do Steama gier nigdy nie została uruchomiona, a ponad połowa była uruchomiona mniej niż godzinę.

Ubolewam nie nad internetowym miałczeniem co poniektórych graczy, ale nad poziomem branżowego dziennikarstwa. O wspomnianym zjawisku “zakupomanii” pisały również najpopularniejsze polskie serwisy zajmujące się grami. Większość artykułów traktujących o badaniu Ars Techniki przypominała mi bezmyślne przeparafrazowanie depeszy z agencji informacyjnej. Przecież aż prosiło się o zestawienie kilku faktów, o jakiś nieoczywisty komentarz.

Łowcy promocji rozwydrzyli się ze względu na ilość (i jakość – o czym za chwilę) tzw. bundli, czyli atrakcyjnych cenowo pakietów z grami. Pierwsza taka paczka została przygotowana przez studio Wolfire Games w maju 2010 roku, a kolejną zorganizowała firma Humble Bundle Inc., która dziś jest najbardziej rozpoznawalnym serwisem sprzedającym pakiety gier.

Ideą tzw. bundli było promowanie i wspieranie niezależnych twórców (pierwszy pakiet HB Inc. nazywał się Humble Indie Bundle) oraz pomaganie organizacjom charytatywnym takim jak Child’s Play, Electronic Frontier Foundation czy Amerykański Czerwony Krzyż. Z czasem w skład growych paczek zaczęły wchodzić produkcje AAA (dużych wydawców). Punktem kulminacyjnym, który wstrząsnął rynkiem gier (w wersji na PC) było pojawienie się The Humble Origin Bundle. Gracze nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli. Ja też byłem w szoku, w myślach zabrzmiało mi niecenzuralne wyrażanie zaczynające się od “jap”. Dostępna w dniach 13–27 sierpnia 2013 paczka zawierała: Dead Space, Burnout Paradise: The Ultimate Box, Crysis 2: Maximumk Edition, Mirror’s Edge, Dead Space 3, Medal of Honor, Battlefield 3, The Sims 3, Command & Conquer: Red Alert 3 – Uprising oraz Populous. Średnia cena, za jaką można było nabyć HOB wyniosła 4,93$ (wszystkie poza 4 ostatnimi można było kupić za dolara). Zakupiono ponad 2,1 mln paczek, a więc przychód wyniósł ponad 10 mln dolarów. Warto podkreślić, że EA poprzez wspomnianą akcję bezpośrednio nie zarobiła złamanego centa – celem była poprawa wizerunku firmy oraz promocja na poczet przyszłej sprzedaży (zwiększenie popularności ich klienta Origin, zachęcenie do zakupu DLC do Battlefielda etc.). Zgromadzone fundusze zostały przekazane na cele charytatywne oraz firmie Humble Bundle Inc.

Przechodząc do meritum, początkowo bundle były nomen omen humble, czyli skromne. Dziś na growych forach, w większości wątków dotyczących bundli pojawiają się takie oto cenne opinie: “chujowa paczka”, “co to kurwa za szrot?”, “same bohomazy, pasuję”, “badziewie, mój portfel odpoczywa”, “nie słyszałem o żadnej z tych gier, pewnie samo gówno”, “odgrzewany kotlet, prawie wszystko już mam, a nie będę płacić 2 dolarów za jedną grę”. Ci sami gracze gardzą innymi, którzy ten “szrot” kupują, a po roku lub dwóch, gdy gra osiągnie światowy sukces, ci pierwsi rewidują swoje poglądy.

Dlaczego kupuję gry, w które pogram 15 minut lub których nigdy nie uruchomię? Dlatego, że kobiety kupują niezliczone ilości par butów, które noszą przez 15 minut lub nigdy ich nie zakładają. Poza tym chcę wspierać twórców niezależnych produkcji i nie szkoda mi dolara na 5 gier, z których chociaż jedna wyda mi się zachęcająca (np. po obejrzeniu trailera lub fragmentu gameplay’u na youtube). Czasem kupuję paczkę dla jednej gry, mimo tego, że pozostałe już mam (powtórkami można kogoś obdarować) lub zupełnie mnie nie interesują. Często gdybym chciał kupić daną grę, nawet podczas promocji -75%, zapłaciłbym za nią więcej niż za paczkę, w której dodatkowo może trafić się tytuł, który mnie zauroczy (całkiem niedawno do gustu przypadła mi np. karcianka Card City Nights – gdyby nie była w jakiejś paczce, pewnie nawet bym o niej nie usłyszał, a tak śledzę losy tej gry z nadzieją, że twórcy dorobią tryb multi). Można więc uznać, że kupuję te gry, bo jestem oszczędny. Inna sprawa, że czasem kupuję przedpremierowo grę AAA, w którą pogram 15 minut, bo irytuje mnie aż tak, że nie jestem w stanie na nią patrzeć – nie każdy zakup musi być udany. Myślę wtedy: “co za debil to tak zaprojektował” i pluję sobie w brodę jednocześnie krzepiąc się wiarą, że rano słońce wstanie. BTW, rozbawił mnie dziś nieco stereotypowy obrazek Śledzia.

Na koniec podzielę się zdaniem, które jest dla mnie oczywistą oczywistością, ale nie wpadł na nie żaden z serwisów piszących o fenomenie kupowania gier, w które się nie gra: (IMHO) najczęściej Ci, którzy mogą (są w stanie) kupić więcej gier, mają mniej czasu na granie.


Fatal error: Call to undefined function dsq_is_installed() in /home/szkup/domains/grotatnik.pl/public_html/wp-content/plugins/force-ping-display-with-disqus/forceping.php on line 15