W minionym tygodniu, ze względu na sukces Virtus.Pro (polscy weterani Counter-Strike’a) podczas ósmej edycji Intel Extreme Masters, rozmawiałem o e-sporcie z wieloma osobami, które praktycznie nie interesują się grami video. O odbywającym się w katowickim Spodku wydarzeniu podobno informowały nawet ogólnopolskie stacje TV i stąd zapewne zainteresowanie tematem chociażby moich znajomych z pracy. IEM śledziłem na bieżąco, ale niestety tylko on-line (mam nadzieję, że nie opuszczę udziału w kolejnym wydarzeniu takiego kalibru).

Jako gracz z ponad 20-letnim stażem cieszę się, że e-sport staje się czymś widocznym i że mogę rozmawiać o tym istotnym par excellence zjawisku kulturowym z coraz większą liczbą znajomych. Z drugiej strony niepokoi mnie to, że wielu osobom e-sport kojarzy się wyłącznie z turniejami i zawodowymi graczami. Czy chłopcy kopiący piłki na przyszkolnych boiskach nie uprawiają sportu?

Cztery dni temu, 19 marca firma Valve Corporation podzieliła się ze światem dokumentalnym filmem zogniskowanym wokół wydarzenia, które śmiało można nazwać kamieniem milowym e-sportu. Free to Play to opowieść o mistrzostwach świata w grze DOTA 2 (The International), które w sierpniu 2011 roku odbyły się podczas targów gamescom w Kolonii. Wprawne oko gracza być może dostrzeże podkoloryzowanie (czy też wyreżyserowanie) niektórych „faktów”. Free to Play jest dziełem lekko propagandowym, niemniej opowiada soczyste historie wielu ludzi oraz prawdziwie dotyka ich spełnionych i niespełnionych marzeń.

Zachwyt osób z branży, takich jak np. Chris Zele, wydaje mi się hiperbolą, jednakże produkcja Valve’a jest w moim przekonaniu naprawdę dobrym filmem. Momentami nad wyraz pięknym, zwłaszcza gdy pamięta się granie w latach dziewięćdziesiątych. Free to play polecam wszystkim, nie tylko graczom. E-sport i obcowanie z elektroniczną rozrywką może być czymś wynaturzonym, ale nie musi tym być.

Chciałbym jeszcze wspomnieć, że osoby występujące w dziele twórców DOTY, z całą pewnością nie są tzw. nołlajfami, są raczej celebrytami spoglądającymi na szarych zjadaczy chleba z okładek (nie tylko) branżowych czasopism. Warto dodać, że wydarzenia pokroju The International czy IEM, to nie tylko turnieje relacjonowane przez zaangażowanych komentatorów, to także wielotysięczne publiczności skandujące nazwy ulubionych drużyn czy nicki swoich idoli.

Po więcej informacji o filmie odsyłam na stronę: http://www.freetoplaythemovie.com

Free to play można obejrzeć bezpłatnie: http://store.steampowered.com/app/245550

Zachęcam do dyskusji poniżej ^_~.