Myśli spisywane przez Wojtka Bierońskiego na blogu otlnd.pl są, w moim przekonaniu, cenniejsze niż zawartość większości „branżowych” portali. Właśnie przeczytałem najnowszą notkę traktującą o przemocy w grach. O ile zdecydowanie zgadzam się z wydźwiękiem całości oraz z samą pointą, o tyle nie zgadzam się z jednym, być może dla wielu osób nieistotnym, dla mnie szalenie ważnym szczegółem. Wyrażam tę moją drobiazgową dezaprobatę z co najmniej dwóch powodów, ale skoncentruję się tylko na tym bardziej oczywistym (drugi wymagałby nieco dłuższego wywodu, a jak wiadomo – tl;dr).

Wojtek pisze, że

za realny problem brutalności w grach należy uznać to, że ci sami ludzie, którzy obecnie na Hatred nie pozostawiają suchej nitki, nie są skłonni podnieść głosu, gdy najlepiej sprzedająca się gra na świecie zawiera kompletnie niepotrzebną scenę tortur.

Skoncentruję się wyłącznie na krytyce (zestawionych ze sobą i z kontekstem) ostatnich czterech wyrazów.

O GTA V słyszał każdy, kto nie spędził ostatnich 16 miesięcy w izolatce. Będą spoilery, według mnie delikatne, ale dalej czytacie na własną odpowiedzialność.

W trakcie słynnej już misji kierujemy na przemian dwoma bohaterami – Michaelem i Trevorem. Wcieliwszy się w tego pierwszego mamy zabić bandytę wskazanego przez przesłuchiwanego, którego torturujemy tym drugim. Odrażający sposób wydobycia informacji zostaje nam zasugerowany/zlecony przez FIB (aluzja do ef-bi-aj jest chyba oczywista, ale gwoli formalności o tym wspominam, to część dowodu mojej niewyrażonej jeszcze tezy). Jedną z czterech technik w repertuarze tortur z opisywanej przeze mnie misji jest waterboarding, sprawdźcie sobie w internetach, kto wykombinował ten katalizator uzyskiwania odpowiedzi na zadawane pytania. Jeśli macie problem ze znalezieniem informacji, albo się wam po prostu nie chce, to wspomnę tylko tyle, że George Bush oficjalnie i osobiście rozkazał wykonanie tej tortury (źródło).

Po pierwsze „nasza” ofiara jest bezapelacyjnie niewinna, po drugie skora do wyjawienia wszystkiego, co wie. FIB nakazuje jednak nam najpierw przypierdolić, później pytać. W momencie samych tortur wprowadzony zostaje genialny w swojej konstrukcji mechanizm, który zostałby z pewnością doceniony zarówno przez Aronsona, jak i przez Zimbardo. Nie oglądamy okropnych scen jak chociażby w niezłej filmowej quasi-adaptacji książki Body of Lies. Własnymi rękoma, których zasięg przedłużony zostaje transmisją bezprzewodowego kontrolera, wyrządzamy te wszystkie okrucieństwa. I stąd problem opisywanej tu misji, stąd oburzenie mediów i ekspertów z organizacji Freedom from Torture.

Każdy rozumny homo sapiens zmagający się z tym niesławetnym etapem GTA V, powinien wiedzieć, że wykonywane przez Trevora działania są pozbawione sensu: raz że ofiara chce mówić, a dwa że pytania zadawane przez FIB nie są istotne i zadawane są wyłącznie w celu przedłużenia tortur. Tak więc pytamy, czy cel, który mamy zdjąć Michaelem nosi brodę i czy pali papierosy. Uważacie, że developerzy umieścili w swojej produkcji tę niepomijalną, zakrawającą o absurd scenę, żeby zakpić sobie z odbiorców? Ot tak, dla zgrywu, chciano sobie zadrwić z milionów? Prędzej pozostała część tej gry jest ciągiem żartów.

Dlaczego tak mało komentatorów wzięło pod uwagę to, że Rockstar mógł chcieć zasygnalizować cholernie ważny problem, o którym mało mówi się na poważnie?

Prezentowany niemal wszędzie gameplay z GTA V, który zawiera sceny tortur, jest manipulacją. Manipulacją prostą jak budowa cepa lub dzidy – wyrwaniem z kontekstu. Po tym, gdy zmasakrowana ofiara wyśpiewała nam wszystko, zostajemy poproszeni o jej zabicie. I tu gra odbiera nam na chwilę władzę, po to by Trevor mógł odwieźć pokiereszowanego na lotnisko. W większości filmików (prezentowanych w sieci, by zmieszać z błotem GTA V) podróż zostaje bezczelnie pominięta, a to przecież kropka nad „i”, która pomaga zrozumieć wydźwięk całej misji! Jeśli do tej pory was nie przekonałem, poświęćcie chwilę i zerknijcie na jedno z wielu nagrań dalszego ciągu opisywanej przeze mnie historii (jeśli scenę tortur pamiętacie, to przewińcie do 10 minuty). Padną tam słowa, które dla każdego humanisty powinny być intertekstualną trampoliną między innymi do Roku 1984 Georga Orwella i do teorii Marshalla McLuhana.


Nie każdy musi mieć tę wiedzę, bo idea uniwersytetu została dziś sponiewierana i studia wyższe znaczą dziś mniej niż kiedykolwiek wcześniej… więc w skrócie:

Winston, główny bohater najsłynniejszej powieści o inwigilacji, słyszy od torturującego go O’Briena następujące zdania:

Władza to nie środek do celu; władza to cel. Nie wprowadza się dyktatury po to, by chronić rewolucję; wznieca się rewolucję w celu narzucenia dyktatury. Celem prześladowań są prześladowania. Celem tortur są tortury. Celem władzy jest władza.

W 1962 roku McLuhan napisał książkę pt. The Gutenberg Galaxy, gdzie stwierdził, że wkroczywszy w „wiek informacji” przy pomocy elektronicznych mediów (wówczas przede wszystkim TV) zbudowaliśmy „globalną wioskę”, gdzie „medium jest przekazem” (ang. „the medium is the message”, co oznacza, że istota środka komunikacji ma silniejszy wpływ na odbiorcę niż sama wiadomość).

A teraz, jeśli obejrzeliście fragment następujący po torturach, na spokojnie jeszcze raz prześledźcie dialog:

– Who are you? And… why are you helping me? – I Told you, I don’t like being told what to do. – Then why are you working with FIB? – I’m a double agent. – Yeah, then who you work for? IAA? – The IAA want you dead as well. Don’t you remember? – The Marshal? Globopol? Who? – Globopoo? Did you say Globopoo? I work for the forces of sanity. – Sanity? – And we need you to tell the world that happened to you… from the safety of a foreign country, preferably a dictatorship. – What you mean? – You’ve got a message, you are a message, yeah? Okay, look, I love torture. Torture for the sake of torture, that’s my bag. But there are people in our government, in the media, who think that torture is a means to an end. They think it’ll get them somewhere. We gotta call bullshit on that. Torture’s not going to make you normal friends or get you information. – I’m slipping out of consciousness. Am I dying? – You’re not dying, you’re being a bit of a wuss. I know people who would pay good money for what you just enjoyed. I would. Deparatures. No one drives me to the airport. Here we be. Run. You’re free […] now look, trust no one, alright? You’re alone now. […] let’s go, fuck off, come on.

Reasumując, Trevor zadaje retoryczne pytanie do swojej ofiary, które daje nam do zrozumienia, że prześladowany nie wyjawia niczego więcej, niż mógłby wyjawić bez tortur, że tortury służą tylko przyjemności oprawcy, że nie prowadzą do niczego innego. Grand Theft Auto V nie jest grą dla dzieci i (powinna) to (być) oczywista oczywistość (niestety okazuje się, że nie dla wszystkich, więc…). Po pierwsze zawiera treści, które nie powinny być przeznaczone dla osób z nieukształtowaną psychiką, a po drugie jest grą, której szanowne dzieci nie są w stanie zrozumieć. Wielu dorosłych też nie potrafi dojrzeć drugiego dna. Za przeróżnymi kpinami, kradzieżą samochodów i rabowaniem banków, za wykręconymi gagami, za górami, za lasami… za tym wszystkim, produkcja Rockstar powinna jawić się jako gorzka kpina z rzeczywistości, która może dać do myślenia. Twórcy gry poniekąd zmuszają nas do powzięcia określonych działań, a efekt spotęgowany jest tym, że musimy zaangażować się nie tylko wzrokiem i słuchem, ale i kinestetycznie… by trzepnąć nas w pysk i zachęcić do zastanowienia się nad torturami poprzez uczynienie z nas torturujących.

Epilog (fragment dużo dłuższego tekstu, który napisałem przy zupełnie innej okazji).

Ludzie, jak się zdaje, wolą nie wiedzieć skąd się bierze przemoc, często określają ją epitetem „nieuzasadniona”. Dzieje się tak dlatego, że prawda jest zbyt przerażająca. Jak, na przykład, wytłumaczyć to, że dziecko, w „finezyjny” sposób, znęca się nad żabą? Dlaczego wbija ono słomkę w odbyt płaza? W jakim celu powoli wdmuchuje weń powietrze? Jedno zwierzę cierpi i umiera, bo inne, „[…] które potrafi przeprowadzić operację ratującą życie, potrafi również torturować” (T. Eagleton, Święty terror). Te słowa brytyjskiego teoretyka kultury Terry’ego Eagletona rzucają światło na to, co przeważnie próbuje się ukryć w cieniu niedopowiedzeń. Gest zapomnienia wyrządzonych okropności słoweński filozof Slavoy Žižek nazywa fetyszystycznym zaprzeczeniem, które działa na zasadzie: „«wiem, ale nie chcę wiedzieć, że wiem, więc nie wiem». Wiem, ale odmawiam poniesienia konsekwencji własnej wiedzy, bo chciałbym móc dalej postępować tak, jakbym nie wiedział” (S. Žižek, Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa).

One Pingback/Trackback

  • Katka

    Tekst nie jest tak do końca przeznaczony dla mnie, bo nigdy nie bulwersowała mnie rzeczona scena. Właśnie z powodu, o którym piszesz. Nie znałam kontekstu, więc nie wypowiadałam się na ten temat. Z każdego filmu, książki, gry, czy nawet cudzej wypowiedzi można wyjąć coś i zupełnie wypaczyć jego znaczenie, staram się tego nie robić.
    Z tego, co piszesz, scena ta ma bardzo podobny wydźwięk do całej gry Spec Ops: The Line – o czym zresztą kiedyś rozmawialiśmy. Gra ta stawia nas wielokrotnie w postaci oprawcy, dając do wyboru: zło i mniejsze zło, by po chwili skonfrontować nas z wynikiem naszych działań. Za każdym razem okazuje się, że staliśmy się tym, którego zawsze potępiamy – tym siejącym przemoc, zabijającym niewinnych, oprawcą. W angielskim jest na to idealne słowo, „bully”.
    Moim zdaniem takie sceny i takie gry są bardzo potrzebne. Wcale nie uczą przemocy, wręcz przeciwnie, konfrontują nas z nią od zupełnie innej strony niż do tego przywykliśmy, powodując w nas dysonans poznawczy.
    GTA ową sceną też odwraca całkiem sytuację – jesteśmy sprawcami niepotrzebnej przemocy, przemocy dla samej przemocy i czujemy się z tym źle. Ale czy nie to samo robimy w wielu innych grach? Oczywiście, że robimy, tylko zupełnie sobie z tego nie zdajemy sprawy, bo sceny te umiejscowione są w zupełnie innym kontekście. A właśnie to niesławne GTA stawia nas w tej niekomfortowej sytuacji, która każe nam zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na to z zupełnie innej strony. Moim zdaniem to pozytywne działanie.

  • Pingback: Drugi rok grotatnika w obecnej formule za mną + prezenty dla czytelników | grotatnik()