O maszynach i magii… na cztery smyczki

1
źródło: last.fm

Nie wiem, który już raz przesłuchuję ten soundtrack. Zastanawiam się, czy nie spędziłem z tą muzyką więcej czasu, niż z produkcją, z której pochodzi. Pewnie, że te utwory tak silnie działają na moją wyobraźnię, bo towarzyszą im wspomnienia setek godzin niesamowitych przygód, ale wydaje mi się, że i bez obcowania z samą grą mógłbym dać się porwać tym kompozycjom. Jak dużo znasz ścieżek dźwiękowych, które nawet w oderwaniu od współtworzonych przez nie wirtualnych światów, uznajesz za wybitne opowieści? Mnie przychodzi na myśl przynajmniej kilka. Właśnie czytasz o jednej z nich.

Często podkreślam jak ważną i niedocenioną grą jest Arcanum: of Steamworks & Magick Obscura (do napisania niniejszego tekstu skłoniło mnie to, że nie do końca świadomie wspomniałem o tej produkcji w poprzedniej notce). Ukończyłem ją trzykrotnie, w kilkuletnich odstępach i z pewnością mam zamiar do niej jeszcze wrócić, mam też nadzieję że powstanie kiedyś solidnie przygotowana reedycja, a może i kontynuacja. Właśnie teraz słucham utworów, które rozpozna każdy, kto choć raz przemierzył do końca tę – zawieszoną gdzieś pomiędzy technologiczną rewolucją epoki maszyn parowych a światem zamieszkałym przez elfy, gnomy, krasnoludy, niziołki, ogry, orki i wiele innych fantastycznych ras – historię.

Muzyka skomponowana przez Bena Houge’a od pierwszych taktów kojarzy mi się z melancholijnym przemijaniem, z tajemniczymi wydarzeniami oraz nieistniejącymi już kulturami i miastami. Choć nazwy jednostek osadniczych ze świata Arcanum są istotne (kilka utworów zostało zatytułowane nazwami tych miast), to zdaje mi się, że odbioru tej ścieżki dźwiękowej nie powinna zakłócać niewiedza o świecie wykreowanym przez nieistniejące już studio Troika Games (developer odpowiedzialny za produkcję gry). Uważam tak dlatego, że zarówno sama gra, jak i jej słyszalna warstwa zbudowana została w oparciu o coś uniwersalnego, coś co fani Carla Gustava Junga mogliby nazwać archetypami.

Za niemal całość brzmienia opisywanego przeze mnie soundtracku odpowiedzialny jest kwartet smyczkowy złożony z dwóch par skrzypiec, altówki i wiolonczeli, na których zagrali kolejno: Leonid Keylin, Kathy Stern, Vincent Comer oraz Susan Williams. W niektórych utworach oszczędnie pojawiają się jeszcze djembe, rainstick, marimbafon i syntezator. W przeciwieństwie do banalnych hollywoodzkich smyczków, które do obrzygania pojawiają się w utworach rockowych i wszelakich ścieżkach dźwiękowych, muzyka wykreowana przez Houge’a nie wpisuje się w nurt easylistening. Trudno mi stwierdzić, czy jest to twórczość dojrzała i wymagająca, bo choć mam w domu odtwarzacz i kilka płyt, to raczej nie jestem muzycznym ekspertem, niemniej z całą pewnością ścieżka dźwiękowa Arcanum chwyciła mnie raczej za serce niż za nogi.

Piękna monotonia, chyba tak pokrótce można by opisać nastrój, który panuje przez większą część tej blisko pięćdziesięciominutowej opowieści na cztery smyczki. Choć monotonia kojarzy się raczej pejoratywnie, a mnie ta muzyka oczarowała, to użyłem tego określenia celowo, bo zdaję sobie sprawę, że dla niektórych całość może być zbyt męcząca do wchłonięcia przy jednym podejściu. Zachęcam do przesłuchania choćby jednego utworu mając nadzieję, że doprowadzi to do sięgnięcia po więcej, może nawet do przygody z samą grą, jeśli ktoś nie miał jeszcze tej przyjemności.

Na marginesie, polecam posłuchać ludzi, którym tak spodobała się muzyka z Arcanum, że postanowili grywać ją na koncertach:

One Pingback/Trackback