Strona główna Blog Strona 4

Filary wieczności i wędrówki dusz

Chciałbym wyjaśnić tę piętrzącą się, fantasmagoryczną architekturę dusz zawieszonych ponad ponurą rzeczywistością filarów wieczności. Tak, wiem że może brzmieć to zbyt pate- i pompatycznie, ale próbuję uwierzyć w świat, który odbieram zmysłami elfiej łotrzycy zwanej Widzącą. Nie wiem jeszcze w jaki sposób skończy się jej podróż, ale kluczowe jest to, że w pozornie martwej materii zalega coś więcej niż życie. Na ile istotne są enzymy łapczywie wżerające się w komórki istot pokonanych przez śmierć i jak ważne jest to, że udało się zabić jakiegoś boga?

Viva hate? 1-800-GETHELP

źródło: Hotline Miami 2: Wrong Number, Digital Comic

O sequelu Hotline Miami zamierzałem napisać chwilę po premierze, zwłaszcza że ukończyłem tę grę zanim opinie innych mogłyby w jakikolwiek sposób ukształtować moją, ale… zupełnie nie wiedziałem, które aspekty chciałbym uwypuklić. Niełatwo jest mi ubrać w słowa wrażenia dotyczące kontynuacji produkcji, której wyczekiwałem praktycznie od pierwszego newsa o planach jej powstania. Kilka chwil po prześledzeniu wzrokiem napisów końcowych (zawsze je czytam, a tzw. exit music traktuję jako integralną część każdego filmu i każdej gry, jako quasi-epilog) wieńczących Hotline Miami 2: Wrong Number, zacząłem zbierać się na IEM, a później postanowiłem, że zanim pozwolę moim dłoniom wystukać treść powiązaną z fenomenalną serią stworzoną przez Dennaton Games, spróbuję ukończyć ich dzieło w trybie hard. Dziś uznałem, że nie chcę, żeby moje wrażenia wyparowały, gdyż z fioletowo-różowego świata Miami, skutecznie wyrwała mnie inna gra (Pillars of Eternity). Przewinę wstecz tę taśmę, bo w zwielokrotnionej prędkości rozmyte zdarzenia widać czasem wyraźniej.

Obecność gracza w blogu/vlogu – SHARE WEEK 2015

źródło: jestkultura.pl

Zacząłem prowadzić swój blog między innymi dlatego, że wierzę w słuszność założenia, zgodnie z którym język jest w stanie nieświadomość uczynić ponownie świadomą. Eksplorując growe i okołogrowe przestrzenie pomiędzy nićmi globalnej i wirtualnej pajęczyny oprócz pytań ontologicznych (czym jest gra, kim jest gracz, czy w ogóle należy o to pytać?), epistemologicznych (jak poznajemy gry video, w jaki sposób można je badać?) oraz pytań o interpretację (np. jaką funkcję w procesach interpretacji gier spełniają konteksty kulturowe, etyczne, seksualne itp.) szukam również pytań o podmiot(y), a więc pytań między innymi o relacje pomiędzy uczestnikami życia growej blogo- i vlogosfery, w szczególności o komunikacji poprzez gameplay i o obecność gracza-autora w jego „dziele”.

Od stycznia tego roku zacząłem – mniej lub bardziej regularnie – śledzić przynajmniej kilkadziesiąt nowych osób komentujących elektroniczną roz(g)rywkę. Dziś, po nitce do kłębka, trafiłem na blog Andrzeja Tucholskiego i zorganizowaną przez niego inicjatywę SHARE WEEK 2015, która polega na polecaniu sobie nawzajem autorów blogów i vlogów. Zwykle nie lubię sporządzać żadnych list typu TOP10, jednak intuicja (darzę ją szczególnym szacunkiem) podpowiedziała mi, żeby tym razem spróbować.

W sporcie ważniejsza od fizycznego wysiłku jest dusza – INTEL EXTREME MASTERS 2015

źródło: hltv.org

W miniony piątek (13 marca) znany publicysta Jan Wróbel, w programie Dwie prawdy, emitowanym na antenie TVN24, stwierdza w złośliwy sposób, że kojarzenie elektronicznej rozrywki ze sportem jest nadużyciem (tutaj dostępny jest wspomniany materiał). Zdaniem „eksperta” gry video są jedynie (co najwyżej) rozrywką, która niekiedy zakrawa o szaleństwo. Wróbel przyznaje, że jest w pewnym sensie gro-fobem i że nie rozumie porównywania „prawdziwego” sportu z mistrzostwami odbywającymi się podczas minionego Intel Extreme Masters 2015 w Katowicach. Według publicysty TVN, inicjatywy takie jak IEM są promocją komputerowego nałogu.

Jak przeczytałem, że w katowickim Spodku odbywają się gigantyczne e-sportowe zawody, w których to e-sport gier komputerowych jest podnoszony do rangi nieomal mistrzostw świata w piłce nożnej, pula nagród wynosi 2 mln złotych i zjeżdżają się wielkie sławy z całego świata, grają po 12 godzin i ludzie, którzy odwiedzają Spodek są tym zachwyceni i media dostają szału radości, że tak wspaniała impreza odbywa się w katowickim Spodku, myślę sobie: no co za idiotyzm. […] Co mnie tak zdenerwowało? Jaki to jest sport? […] Kto zabije więcej komputerkowych postaci, dostanie więcej punktów. Może byśmy zorganizowali sportowe zawody w paleniu cygar?

Od dziennikarza takiego (większego?) kalibru chciałbym spodziewać się mniej sztampowej argumentacji, ale najwidoczniej uznał on, że warto brnąć w stereotypową dyskryminację growej sceny i że cel uświęca środki, bo przecież istnieją gracze, którzy nomen omen przegrywają swoje życie. O tym, że cel nigdy nie powinien uświęcać środków, przekonała mnie lektura Darkness at Noon Arthura Koestlera i przy każdej możliwej okazji staram się polecać tę książkę, w szczególności w wydaniu z przedmową Władimira Bukowskiego. W dalszej części tej notki zamierzam wyciągnąć nieco cięższe działa, niż porównywanie e-sportu do szachów czy brydża, bo w przeciwieństwie do (często urągających inteligencji odbiorców) programów emitowanych w TVN24, moją niszową publicystykę kieruję do osób o szerokich horyzontach, nie do ludzi, których telewizor jest głównym oknem na świat.