Strona główna Blog Strona 9

Fiero – radość karmiąca się frustracją

Klika dni temu ukończyłem Kung Fu Strike: The Warrior’s Rise. Zmagając się z ostatnim bossem miałem ochotę przełamać pada lub cisnąć nim w monitor. Przy którymś z kolei podejściu do finałowej walki zacząłem odczuwać nieprzyjemne napięcie śródręcza (wspomniany dyskomfort praktycznie nie zdarza się moim zaprawionym w boju dłoniom – nawet po wielogodzinnym łupaniu w Mortal Kombat czy Injustice nie doskwierają mi żadne zdrętwienia). Po ubiciu maszkary dzielącej mnie od końcowych napisów pomyślałem, że gdybym musiał powtarzać poprzednie 27 (też wcale niełatwych) poziomów po każdej porażce, to trafiłby mnie szlag… i poczułbym się jak za starych dobrych czasów ;-).

KFS: TWR polecam masochistom mającym doświadczenie z klasycznymi chodzonymi bijatykami (tzw. beat ’em upami, jak np. Double Dragon), wszak debiutancka gra chińskiego studia Qooc Soft wszystkich pozostałych odstraszy po kilku chwilach (późniejsze misje są nie lada wyzwaniem nawet na najniższym poziomie trudności).

Bundle – in my HUMBLE opinion + sth about e-Penis

Wartość gier w mojej cyfrowej bibliotece niedawno przekroczyła 8.000€ i mam nadzieję, że jakoś raptownie nie stanieją, bo skurczenie się mojego e-Penisa mogłoby zbić mnie z pantałyku, wyprowadzić z równowagi itd. Ostatnimi czasy bawi mnie „dyskurs” wytworzony zwłaszcza przez łowców growych promocji, który został dodatkowo podsycony badaniami dotyczącymi (nie)grania w zakupione produkcje. Ową analizę przeprowadził serwis Ars Technica, po szczegóły odsyłam do źródła. Zgodnie z badaniem prawie 37% zakupionych i przypisanych do Steama gier nigdy nie została uruchomiona, a ponad połowa była uruchomiona mniej niż godzinę.

Cykliczna przemoc w rodzinie, odc. 1 + kilka słów o lokalnym multi

Z łezką w oku wspominam granie w latach 90-tych. Ze względu na brak dostępu do tzw. szerokopasmowego internetu i trudność pozyskania większości tytułów, gracze bardzo często organizowali wielogodzinne spotkania przy jednym urządzeniu (konsoli/PC). Nocne maratony w Hirołsów z przyjaciółmi z podwórka, popołudnia spędzone z Wormsami, lokalne turnieje w trzeciego Tekkena z kolegami z klasy, co-op w Contrę, Go! Dizzy Go! lub w Snow Bros z moją siostrą, w Battle Toads czy Micro Machines z tatą albo w Dr. Mario z mamą. Podczas growych posiadówek z najbliższymi mi kumplami rozmawiałem o pierwszych „miłościach”, zaczynaliśmy pić alkohol, snuliśmy wakacyjne plany i dywagowaliśmy o przyszłości.

Playfire – jak „zarabiać” grając?

Playfire to społecznościowy portal growy, którym zainteresowałem się przede wszystkim ze względu na nowatorski pomysł wynagradzania użytkowników za zdobywanie steamowych osiągnięć (tzw. achievementów) oraz za pierwsze uruchomienie wyznaczonych tytułów. Do zdobycia są kredyty w sklepie GreenManGaming, które można przeznaczyć na zakupy we wspomnianym serwisie. Playfire zawiera ponadto mniej istotne funkcjonalności takie jak monitorowanie czasu spędzonego z danymi produkcjami, dodawanie znajomych i śledzenie ich postępów oraz zabawne dygitalne odznaki związane z growymi zachowaniami (np. Forever Alone za granie 14 lutego, Night Owl za aktywność pomiędzy 3:00 w nocy a 6:00 rano).

Początki Playfire sięgają końca 2007 roku, kiedy pomysłodawcy portalu – Kieran O’Neill, Seb Hayes i Ben Phillips – zarejestrowali działalność. Pierwsza wersja projektu została udostępniona w marcu 2008. Zwrotnym punktem w historii Playfire była fuzja z brytyjskim sklepem GreenManGaming. Połączenie nastąpiło w lipcu 2012 roku.