W miniony piątek (13 marca) znany publicysta Jan Wróbel, w programie Dwie prawdy, emitowanym na antenie TVN24, stwierdza w złośliwy sposób, że kojarzenie elektronicznej rozrywki ze sportem jest nadużyciem (tutaj dostępny jest wspomniany materiał). Zdaniem „eksperta” gry video są jedynie (co najwyżej) rozrywką, która niekiedy zakrawa o szaleństwo. Wróbel przyznaje, że jest w pewnym sensie gro-fobem i że nie rozumie porównywania „prawdziwego” sportu z mistrzostwami odbywającymi się podczas minionego Intel Extreme Masters 2015 w Katowicach. Według publicysty TVN, inicjatywy takie jak IEM są promocją komputerowego nałogu.

Jak przeczytałem, że w katowickim Spodku odbywają się gigantyczne e-sportowe zawody, w których to e-sport gier komputerowych jest podnoszony do rangi nieomal mistrzostw świata w piłce nożnej, pula nagród wynosi 2 mln złotych i zjeżdżają się wielkie sławy z całego świata, grają po 12 godzin i ludzie, którzy odwiedzają Spodek są tym zachwyceni i media dostają szału radości, że tak wspaniała impreza odbywa się w katowickim Spodku, myślę sobie: no co za idiotyzm. […] Co mnie tak zdenerwowało? Jaki to jest sport? […] Kto zabije więcej komputerkowych postaci, dostanie więcej punktów. Może byśmy zorganizowali sportowe zawody w paleniu cygar?

Od dziennikarza takiego (większego?) kalibru chciałbym spodziewać się mniej sztampowej argumentacji, ale najwidoczniej uznał on, że warto brnąć w stereotypową dyskryminację growej sceny i że cel uświęca środki, bo przecież istnieją gracze, którzy nomen omen przegrywają swoje życie. O tym, że cel nigdy nie powinien uświęcać środków, przekonała mnie lektura Darkness at Noon Arthura Koestlera i przy każdej możliwej okazji staram się polecać tę książkę, w szczególności w wydaniu z przedmową Władimira Bukowskiego. W dalszej części tej notki zamierzam wyciągnąć nieco cięższe działa, niż porównywanie e-sportu do szachów czy brydża, bo w przeciwieństwie do (często urągających inteligencji odbiorców) programów emitowanych w TVN24, moją niszową publicystykę kieruję do osób o szerokich horyzontach, nie do ludzi, których telewizor jest głównym oknem na świat.

Być może poziom polskiego dziennikarstwa doprowadzi niebawem do sytuacji, w której modne będą równie mądre anegdotki jak popularna niegdyś w internetach sentencja „chujem chrzanu nie ukopiesz”. Ani Janowi Wróblowi, ani Romanowi Kurkiewiczowi (drugiemu prowadzącemu program Dwie Prawdy) nie można zarzucić braku erudycji czy kultury, winię przede wszystkim (wybraną przez nich) krzywdzącą konwencję i brak chęci wyłonienia głowy zza zakurzonej kurtyny. Redaktor Kurkiewicz wprawdzie próbował być jakąś przeciwwagą dla skrajnych opinii swojego kolegi, jednak ja jako odbiorca materiału odniosłem wrażenie, że służyło to wyłącznie wytworzeniu pozoru obiektywności. Oczywiście nie wymagam od publicystyki by była bezstronna i zdaje sobie sprawę, że obiektywna opinia to oksymoron, chciałbym jednak obcować z rzetelnymi materiałami, w których nie nadużywa się dużych kwantyfikatorów bez należytego uzasadnienia (duże kwantyfikatory to logiczne figury budowane np. za pomocą słów pokroju „wszystkie” i „żaden”) i w których nie stosuje się manipulatorskich trików.

100% cukru w cukrze

Kurkiewicz mądrze stwierdził, że „sportem jest to, co uznamy za sport”, jednak zdaniem Wróbla sportowi musi towarzyszyć wysiłek fizyczny i ruch, a e-sport ogranicza się do klikania. Zgodzę się z tym, że istotną cechą sportu jest ruch, jednak ruch ten wcale nie musi polegać na bieganiu, podnoszeniu ciężarów czy rzucaniu. Większość osób zgodzi się chyba z tym, że istnieje coś takiego jak sportowy samochód i że wyścigi np. Formuły 1 również są sportem. Zachowanie samochodu jest podyktowane „przedłużonym” ruchem człowieka, który dłońmi i stopami wpływa na prędkość i kierunek ruchu auta. Dlaczego więc redaktor Wróbel jest tak zdziwiony faktem, że uznajemy za sport poczynania graczy, w których istotnym elementem są bystre ruchy? Wróbel chichrający z tego, że zawodnicy IEM-owych rozgrywek tylko sobie klikają i że przecież używają jedynie kilku palców (i ewentualnie nadgarstków) pewnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że profesjonalni gracze przeważnie poruszają myszką używając w zasadzie całej ręki, ale najwyraźniej takie szczegóły dla opiniotwórczych programów nie są istotne i obstawiam raczej, że publicysta był w tej materii nieprzygotowany, a nie próbował wprowadzić kogokolwiek w błąd. Dla zaciekawionych tematem samego ruchu wspomnę, że jednym z powodów angażowania pozostałych mięśni ręki przez e-sportowców jest to, że rywalizują w różnych miejscach, a kąt nachylenia ramienia zależy w dużej mierze od wysokości krzesła, na którym siedzimy i blatu, na którym leży myszka. Dzięki angażowaniu całej ręki można zniwelować problem zmienionego otoczenia (gracze sterujący myszką wyłącznie za pomocą nadgarstka mogą bardzo dobrze radzić sobie we własnym mieszkaniu, ale ciężko im celować równie precyzyjnie w wyjazdowych warunkach).

Nawiasem, jeśli już chce się dyskryminować pseudo-szczątkowość ruchu graczy i porównuje się ich do pianistów zamiast do sportowców, to warto byłoby mieć choć fragmentaryczne pojęcie o tzw. pamięci mięśniowej, w szczególności o pamięci proceduralnej/performatywnej, która dla profesjonalnych graczy jest równie istotna jak dla wspomnianych przez Wróbla muzyków i dla większości sportowców. Fenomenem owego rodzaju pamięci zainteresowałem się podczas lektury książki Muzykofilia. Opowieści o muzyce i mózgu Olivera Sacksa. Dzięki pamięci performatywnej niektóre osoby potrafią odbierać muzykę oraz np. śpiewać, pomimo uszkodzenia części mózgu odpowiedzialnej za mówienie i rozumienie mowy. Ze wspomnianej przeze mnie książki dowiedziałem się, że pacjent, który potrafił powiedzieć wyłącznie wyraz „tak”, podczas śpiewania z kimś, kto narzucił melodię, nagle wyśpiewywał inne słowa. Ujmując rzecz krótko, afazja nie zawsze idzie w parze z amuzją, a za sznurki ciągnie pamięć proceduralna, gdyż śpiewanie wywołujemy (w uproszczeniu) ruchami strun głosowych. Jaki związek ma pamięć proceduralna ze sportem i z grami? Ćwicząc poszczególne ruchy myszką, ćwiczymy pamięć naszych mięśni, dzięki czemu ruchy jesteśmy w stanie powtarzać z większą dokładnością i szybkością zarazem, tym samym zapamiętujemy więcej proceduralnie i „zwalniamy” z myślenia część mózgu odpowiedzialną za świadome decyzje, co przekłada się na możliwość wykonywania skutecznych sekwencji ruchów trwających ułamki sekund. Dzięki pamięci performatywnej muzycy nie muszą zastanawiać się nad ułożeniem dłoni do akordów – w przenośni: „myślą” ich dłonie.

  • Sebas

    kiedy tekst o Hotline Miami 2? Ja zacząłem sobie grać na Hardzie. 🙂

    • Zacząłem już kreślić tekst, ale muszę trochę przewietrzyć mózg od słów – mam nadzieję, że jutro lub pojutrze notka będzie napisana i na blogu. Do tego czasu może uda mi się ukończyć hm2:wr na hardzie, dzięki czemu tekst będzie soczystszy :).

      • Sebas

        a dużo już przeszedłeś? Bo jednak na hardzie wymuszają częstsze używanie broni… ogólnie ten poziom jest ciekawszy, bardziej chyba „skradankowy” od normala. o ile można mówić o skradaniu się w Hotline miami. 🙂

        • Póki co niewiele (2 rozdziały), ale jak się wkręcę, to powinienem zamknąć całość w 2-3 podejściach :).

          • Sebas

            miejmy nadzieję, ja też dotarłem ledwo do trzeciego rozdziału. 🙂
            Co do tekstu, przeczytam go jutro i wypowiem się na spokojnie.

  • Sebas

    w końcu przeczytałem. oczywiście zgadzam się z opinią odnośnie telewizyjnego „eksperta” („bo my, gracze, musimy trzymać się razem”, że tak sparafrazuję Cezarego Pazurę). co do IEMu się nie wypowiem, ale zawsze gdy jest jakaś większa liczba ludzi problemów organizacyjnych nie sposób uniknąć.

    • Dzięki, Seba! Myślę, że my gracze nie zawsze musimy trzymać się razem – jestem zarówno za zauważaniem tego, co w graczach dobre i wartościowe, jak i za tym, by krytykować fanów elektronicznej rozgrywki i analizować ich błędy. Z drugiej strony faktycznie powinniśmy trzymać się razem, jeśli chcemy zdziałać coś większego, co przysłuży się postrzeganiu naszego growego światka.

      C’do IEM: no pewnie, że trudno uniknąć wszystkich problemów, gdy organizuje się duże wydarzenie masowe, można jednak wyciągać wnioski z tego, co najbardziej kulało i optymalizować te niedopracowane elementy ;-).

      • Sebas

        Z pewnością, zwłaszcza, że „na zachodzie sobie z tym poradzili”. Ale, o ile sobie dobrze przypominam, to są drugie takie targi w Katowicach, więc do ideału z pewnością brakuje.
        Przypomniało mi się jeszcze coś odnośnie telewizyjnego wywiadu. Głupotą jest naśmiewać się z czegoś, co generuje dla miasta Katowice dość duży przypływ gotówki (tyle ludzi w Spodku, wynajem powierzchni, nawet wzrost liczby kupionych biletów w transporcie miejskim) i bagatelizowanie tego… Nieświadoma ignorancja nie jest jeszcze grzechem.

  • aHa

    W moim idealnym świecie do programów publicystycznych mądrzy ludzie zapraszaliby mądrych ludzi, znawców omawianych tematów. Tymczasem o grach komputerowych w telewizji bardzo lubią wypowiadać się nie-gracze, ewentualnie tacy co 30 lat temu całe noce rżnęli na Atari i nadal żyją w czasach Pac-Mana, względnie Prince of Persia, od którego rzeczywiście byli uzależnieni (kto nie był…) ale potem skończyli szkoły i poszli do pracy i już pojęcie multiplayer to dla niech czarna magia 😉 Oczywiście nie zamierzam tutaj zrównywać wszystkiego, ale dzisiejszy sport zawodowy też już dawno dawno temu przestał być rekreacją i nie ma co go idealizować i mówić, że sport to zdrowie, a gry to już nie.

    • Dziękuję Ci za ten komentarz. Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. Ciekawe, dlaczego do programów publicystycznych tak rzadko zaprasza się prawdziwych ekspertów w danej dziedzinie. Często zastanawiamy się z żoną, dlaczego wciąż spece od wszystkiego próbują wypowiedzieć się na każdy temat i… dlaczego ludzie chcą to oglądać (czy też słuchać). Dlaczego tyle osób pozwala się karmić pseudo-autorytetom głoszącym niemal same dyrdymały. Szkoda mi czasu na śledzenie znacznej większości programów publicystycznych (wolę poczytać dobrą książkę), choć gdy interesuje mnie dany temat, to próbuję się przemóc i obejrzeć, mimo że dyskutanci przeważnie i tak mówią na inny temat, próbują się przekrzyczeć itd. Szczytem szczytów była dla mnie dyskusja przy okazji premiery książki Bóg urojony (bodajże w Polsacie), w której udział wzięły osoby, które książki nie czytały (ręce i wszystkie inne narządy mi wtedy opadły i powinny opaść nawet osobom, które brzydzą się Dawkinsem… sam nie jestem jego fanem). Wracając do sportu, przestałem śledzić większość sportowych relacji (interesuje mnie chyba tylko snooker), bo zaczęły dotyczyć nudnych lub wynaturzonych zjawisk (co ciekawego jest w tym, że ktoś podniesie 5kg więcej, rzuci coś 5 metrów dalej lub przebiegnie jakiś dystans 5 sekund szybciej?).

  • Shark127

    Na IEM byłem już 3 raz, za każdym razem wychodziłem bardzo zadowolony lecz bywały momenty w których myślałem że ludzie siedzą w kolejce tylko po to żeby zrobić rozróbę. Np. w tym roku byłem niestety świadkiem pobicia bezdomnego przez „fanów gier” na owej imprezie(na szczęście wszystko się jako tako dobrze skończyło). Widząc takie „eventy” człowiek zadaje sobie pytanie „Dlaczego ta impreza jest darmowa?” przecież równie dobrze wstęp mógłby być płatny a i tak spodek byłby pełny, ba ludzie nadal by stali w kolejce przed nim! Nie mówię o jakiś wymyślnych cenach ale chodzi mi o samą formę -> filtru ludzi na fanów i na pseudofanów, z czego tej drugiej grupie by się odechciało iść i psuć atmosferę czy się „najebać”(ilość miniętych pustych butelek po piwie/winie/vódce itp. wywołała u mnie wątpliwości czy idę aby do dobrą imprezę). Tekst Wojtka Bierońskiego porusza też bardzo ważną kwestie „Czy nie lepiej jest zrobić ograniczenie wiekowe?” widząc takiego szczyla nasuwa się jedno ważne pytanie „Gdzie są rodzice?” lub „Co on robi na tej imprezie?”. Odpowiedzi na te pytanie zostawiam wam.

    IEM to impreza świetna na której mogą się bawić tysiące osób z całego świata a jednak dochodzi do takich sytuacji co jest smutne. Mam nadzieje że przyszłe edycje tej imprezy będą lepiej zaplanowane bo chyba wszyscy chcielibyśmy się dobrze bawić na imprezie tego pokroju 🙂

    • Dzięki za rozbudowany komentarz. Na IEM bardzo mi się podobało, choć – jak staram się zawsze podkreślać – mam nieco obiekcji dotyczących organizacji tego typu eventów. Wiem, że ciężko będzie wypracować ten właściwy rodzaj reorganizacji (z wielu powodów to wydarzenie obroni się w obecnej formule, niełatwo więc byłoby „zmusić” organizatorów do zmian – może jakaś wspólna inicjatywa?). Na następny IEM postaram się kupić/zdobyć VIP-wejściówki, choć chciałbym, żeby „zwykli” uczestnicy mogli cieszyć się po prostu większym komfortem. Z pewnością należy wyedukować rodziców, będzie to jednak ciężki kawałek chleba (mam w planach projekt edukacyjny dla szkół, będę dawał znać na łamach bloga i na portalach społecznościowych, ale wszystko w swoim czasie).